I zapewne na piątkowym koncercie OF THE WAND & THE MOON znajdą się osoby z przypadku, które pewnie kupiły bilet, bo Ulica Kultury, bo trzeba pokazać światu, że jest się alternatywnym (wobec czego?) i nie wiadomo jakim, a poza tym można się napić browarka i dzień zleci.
O dziwo i mimo to wybieram się na ten koncert z dwóch powodów. Po pierwsze, będzie to pierwszy koncert OTW&TM w Polsce, który ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu odbędzie się właśnie w Opolu (!), a po drugie jest to projekt, który już od ładnych paru lat cenię i podziwiam, czekając za każdym razem z tym samym utęsknieniem na każde najmniejsze nawet wydawnictwo. I mimo wyżej opisanych przeciwwskazań, wyposażony w środki uspokajające i klapki na oczy idę na to niezwykłe wydarzenie muzyczne, bo tylko takim należy go nazwać. Dlaczego?
Muzyka OTW&TM jest określana powszechnie jako neofolk i można się pod tym podpisać, nie mniej uważam, iż zwłaszcza początkowy okres działalności Kima Larsena (w zasadzie do płyty Sonnenheim) należy określić mianem darkfolku ze względu na ponurą, nostalgiczną atmosferę i poruszanie w tekstach mrocznej tematyki, o której mowa niżej. OTW&TM jest przedstawicielem germańskiej sceny neofolkowej wraz z równie zacnymi projektami jak SONNE HAGAL czy FORSETI, w których Kim Larsen się również udziela i zwłaszcza w przypadku tego pierwszego stanowi wręcz integralną część.
Dokonania muzyczne OTW&TM często lubi się porównywać do twórczości pioniera gatunku, DEATH IN JUNE z Wielkiej Brytanii – projektu niezwykle osobliwego i kontrowersyjnego ze względu na nietuzinkowe podejście do tworzonej przez siebie muzyki, a przede wszystkim fanatyczne zainteresowanie Douglasa Pierce’a Trzecią Rzeszą i jej estetyką. Nie do końca zgadzam się z takim porównaniem, chociaż domyślam się, iż autorzy takich stwierdzeń szukają zwyczajnie prostych uogólnień, by w mniej lub bardziej jasny sposób zaprezentować dany projekt/zespół.
Projekt Larsena bowiem odbiega znacznie od prezentowanej przez DiJ stylistyki, która w sferze muzycznej stanowi kombinację industrialu, martialu, neofolku (zaś najnowsza, zaskakująca płyta, oparta jedynie o wokal i fortepian – Peaceful Snow/ Lounge Corpse – dodaje do tej mieszanki wpływy neoklasyczne), zaś w sferze tekstowej widać spore pokłady cynizmu, zabawy znaczeniami, absurdu i nieprzewidywalności. Na tym polu twórczość Larsena jawi się jako bardziej przewidywalna, konsekwentna i może monotematyczna, ale jak dla mnie ma to pozytywny wymiar. Tym bardziej militarne ciągoty Douglasa P., kontrastują z pogańskim charakterem OTW&TM. Zresztą sama artystyczna kreacja Larsena jest bardziej „czarna”, stonowana i tajemnicza niż Douglasa Pierce’a, który na scenie ukazuje swoje alter ego w postaci Pana Trąda.
Kim Larsen od momentu powstania OTW&TM stawia na klimat (jak we wszystkich projektach, w których bierze udział). Bazą muzyki Larsena jest bez wątpienia neofolk – akustyczne gitary, okraszone gdzieniegdzie niskimi tonami wiolonczeli, przestrzennymi syntezatorami, gitarą elektryczną czy akordeonem. Elementy perkusyjne to, jak na neofolk przystało, jedynie rytualne bębny, wszelkiej maści kotły, gruchawki, dzwonki i tym podobne. Niektóre utwory, zwłaszcza na debiutanckiej płycie Nighttimes Nightrhymes ocierają się o industrial oraz dark ambient (np. ostatni z płyty utwór Mauna), ale są one ewenementem w spójnej, darfolkowej wizji Duńczyka, pewnym klimatycznym dodatkiem, a nie integralną częścią muzyki OTW&TM, o czym świadczy brak owych patentów na nowszych pozycjach w dyskografii OTW&TM. Powyższe muzyczne elementy spaja wokal, który jest interesującym połączeniem szeptów i melorecytacji.
Dopełnieniem muzyki są teksty, które czynią z OTW&TM projekt o mistycznej wręcz wymowie. Liryki Larsena mają wymiar mocno indywidualistyczny i emocjonalny. Podmiotem lirycznym w większości tekstów jest człowiek świadomy swego przemijania, marności wobec czasu i otaczającego go świata. Doświadcza poniżenia, upadku, odrzucenia (w tym odrzucenia z miłości), nostalgii, ewoluującej w mizantropię. Dekadentyzm i schyłkowość tekstów połączona z minimalistyczną, hipnotyczną i przestrzenną muzyką maluje przed odbiorcą świat pełen smutku, odrzucenia i samotności. Myślę, że każdy, kto zetknął się z muzyką OTW&TM i ją prawdziwie przeżył, wie, o czym mówię.
Istotnym tłem dla konceptu muzyczno-lirycznego OTW&TM jest niewątpliwie tematyka pogańska. Specyfiką neofolku jest mniej lub bardziej bezpośrednie sięganie do tradycji przodków – w tym ujęciu mamy do czynienia z magiczną stroną mitologii germańskiej, zaklętej w runach. Futhark jest więc wszechobecny w lirykach Larsena, jak również w wizerunku OTW&TM i ma on ścisły związek z wyżej opisanymi emocjami. Runy w ujęciu OTW&TM stanowią nie tylko łączność z tradycją przodków, ale w kontekście lirycznym metaforę sił Natury, które mają przemożny wpływ na podmiot liryczny, stając się tym samym jego drogowskazem, jak i przekleństwem.
Pogańskie nawiązania mają w kontekście OTW&TM znaczenie mistyczne i za takie je odbieram, niemniej jednak mniej obeznany z estetyką muzyki neofolkowej (odwołania do pogaństwa, symboliki kojarzonej z ruchami skrajnej prawicy, militaryzmu poprzez strój itp.) odbiorca może pomyśleć, iż mamy do czynienia z ukrytą gloryfikacją totalitaryzmu, co w swej istocie jest wielkim, krzywdzącym uogólnieniem, żeby nie powiedzieć – debilizmem. Nie ma bowiem w twórczości OTW&TM i Kima Larsena żadnych nawiązań do nazizmu, faszyzmu i innych tego typu ideologii.
Czego możemy się spodziewać po najbliższym, pierwszym w Polsce koncercie OF THE WAND & THE MOON? Na pewno nie będzie to koncert, po którym odbiorca powie: „Miazga!” Wytańcowałem/Wytańcowałam się po wsze czasy! Niezwykle energetyczny event!”. Dla ewentualnych pozerów przestroga, że mogą się za te 40zł/50zł strasznie wynudzić i jedyne, co im pozostanie to rzeczywiście się upić. Dla prawdziwych miłośników muzyki Larsena będzie to niewątpliwie pozazmysłowa podróż do nostalgicznego świata, łudząco podobnego do tych światów, których czasami lub często sami jesteśmy częścią. Dla mniej obeznanych z tematem, na pewno będzie to dobry impuls do poznania muzyki, o którą trudno w mainstreamowych mediach (i z tego powodu jestem bardzo dumny!) – muzyki prawdziwie niezależnej, alternatywnej wobec wydumanej i zakochanej w sobie kasty pseudointeligentów, tworzących raz po raz coraz to nowsze klony miernot muzycznych, którym się wydaje, że tworzą kulturalną elitę tego kraju. A dla koncertowych pijaczków kolejna okazja, by spędzić miło czas. W kiblu.
WE ARE DUST!
Tomasz O.
Zapraszamy na koncert. Więcej: http://kulturalne.opole.pl/wszystkie-wydarzenia/details/1565-soundwave.






komentarze
nudne to w huj! nie ma pierdolniencia jak na pszykład u Firmy! to jest muzyka, a nie jakiś charcerzyk z chlebakiem w kielni! Pozdro dla chłopakuw z ciupy! Nie opada garda! JP na 100%
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.